Rozdział sześćdziesiąty

Wiadro lodowatej wody obudziło Frankiego po raz drugi. Zakrztusił się, prychnął i syknął, gdy woda dotknęła jego otwartych ran. Potrząsnął głową, rozpryskując wodę z końcówek włosów. Odchylił głowę do tyłu, żeby odgarnąć włosy z twarzy i jęknął.

„No, chłopaki, miałem taki miły…”

Frankie przerwał, ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie