TRZYDZIEŚCI JEDEN

„Mari… Aniołku… już zaraz…” wychrypiałem, z trudem łapiąc oddech, patrząc, jak jej ciemne włosy spływają wokół twarzy jedwabistymi falami, a jej usta zaciskają się w idealną pieczęć, sunąc po mojej długości. Późnopopołudniowe słońce przesączało się przez okna, kładąc złoty blask na jej brązowej skór...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie