Rozdział 3
Emma
[Dwa tygodnie wcześniej]
Poruszając się jak najciszej, zaczęłam zbierać porozrzucane ubrania—biustonosz zwisający z klosza lampy, majtki rozdarte tak, że nie było już czego ratować, pończochy pęknięte na udzie. Ręce trzęsły mi się jak oszalałe i musiałam trzy razy głęboko zaczerpnąć powietrza, żeby nie wpaść w histerię. Jak ja w ogóle do tego dopuściłam? Przecież powinnam być mądrzejsza.
Mieliśmy umowę—intercyzę, w której czarno na białym było zapisane, na czym ma polegać nasza relacja. Profesjonalna. Obojętnie korzystna. Tymczasowa. I przede wszystkim: tajna.
Dla świata Noah York był najbardziej pożądanym kawalerem na Manhattanie. Nasze małżeństwo istniało tylko na papierze—strategiczny sojusz, o którym wiedziało zaledwie kilku zaufanych pracowników, jego ciotka Violet i moi rodzice. Ludzie widzieli we mnie tylko jego genialną CSO, nic ponadto. Pierścionek, który czasem zakładałam na prywatne imprezy, w godzinach pracy leżał zamknięty w szufladzie mojego biurka.
Za kilka dni nasz trzyletni kontrakt małżeński miał się skończyć. Intercyza wygasała, a my mieliśmy rozejść się w swoje strony. Taki był plan od samego początku.
A potem wydarzyła się zeszła noc.
Zerknęłam na Noaha, kiedy wciągałam pogniecioną spódnicę, krzywiąc się, gdy szorstki materiał zahaczył o obolałą skórę. Teraz miał twarz wtuloną w poduszkę, szerokie ramiona unosiły się i opadały w równym rytmie oddechu. Przez ułamek sekundy pozwoliłam sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby to wszystko było naprawdę.
Ale potem przypomniałam sobie, co powiedział wczoraj w nocy. W tej chwili, kiedy przyjemność całkiem go pochłonęła, kiedy do reszty puściła go kontrola, kiedy wszedł we mnie głęboko i zadrżał w orgazmie: „Lucy”.
– Kurwa! – syknęłam przez zaciśnięte zęby, szarpiąc za bluzkę, nie zawracając sobie głowy brakującymi guzikami, i sięgnęłam po marynarkę, żeby ją zakryć. Pończochy nadawały się tylko do kosza, więc wcisnęłam je do torebki, dłonie trzęsły mi się tak bardzo, że prawie wszystko upuściłam. Jednego buta nigdzie nie mogłam znaleźć i zwyczajnie nie miałam już cierpliwości go szukać.
Kulejąc, ruszyłam do drzwi, rzucając mu ostatnie spojrzenie.
Mężczyźnie, który tak naprawdę nigdy mnie nie dostrzegł.
Wysunęłam się z pokoju i cicho domknęłam za sobą drzwi.
Na korytarzu oparłam się plecami o ścianę, próbując dojść do siebie. Przycisnęłam czoło do chłodnej tapety, w duchu wyzywając samą siebie od idiotek. Szybko kupiłam w sklepie obok garsonkę i przebrałam się w następnym pokoju, udając, że nic się nie stało.
Wracając na korytarz, spojrzałam na telefon—trzy nieodebrane połączenia od Sarah Miller, mojej asystentki. Zanim zdążyłam odsłuchać wiadomości, przez ekran przeciągnęło się powiadomienie z serwisu informacyjnego—nagłówek, po którym żołądek podszedł mi do gardła:
„Laureatka Grammy, Lucy Manning, przerywa europejską trasę i wraca w tym tygodniu do Nowego Jorku”.
A więc dlatego Noah wczoraj tak się urżnął. Lucy wracała. Jego pierwsza miłość, słynna piosenkarka, która złamała mu serce lata temu, kiedy ich startup w Dolinie Krzemowej dopiero się rozkręcał, miała znowu pojawić się w Nowym Jorku. Plotkarskie portale dostaną szału, snując teorie o ich wielkim powrocie do siebie. Nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że „kawaler” prezes ma w odwodzie tajną żonę.
– Kurwa, kurwa, kurwa – wycharczałam, wbijając paznokcie w dłonie, aż zostały czerwone ślady. Drżącymi palcami zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu papierosów—nawyk, z którym niby dawno skończyłam, ale zawsze trzymałam awaryjną paczkę na dokładnie takie chwile. Ręce trzęsły mi się jak w febrze, gdy odpalałam jednego, zaciągając się głęboko, mimo że dziesięć metrów dalej wisiała tabliczka „Zakaz palenia”. Nikotyna uderzyła mi do głowy, odrobinę wygładzając postrzępione nerwy.
– Pani York?
Mało nie podskoczyłam pod sufit. Sarah biegła w moją stronę korytarzem, z pokrowcem na ubranie przewieszonym przez ramię. Jej oczy lekko się rozszerzyły, kiedy ogarnęła wzrokiem mój rozchełstany wygląd, ale, co jej trzeba oddać, twarz zachowała nienagannie służbowy wyraz.
– „Przyniosłam garnitur pana Yorka na spotkanie z Johnsonem, tak jak pani prosiła” – powiedziała, patrząc wszędzie, tylko nie na mnie.
– Dziękuję, Sarah. – Starałam się brzmieć zupełnie normalnie. Jakbym wcale nie stała pod drzwiami hotelowego pokoju, wyglądając, jakbym została porządnie przeor… przez własnego męża. – Na spotkania z inwestorami woli czarne Armani, nie granatowe. I dopilnuj, żeby srebrny krawat z delikatnym wzorem był wyprasowany – nie lubi tego w paski do tego garnituru.
Sarah skinęła głową, jakby odhaczała punkty na liście w głowie.
– Oczywiście. A mam przełożyć pani spotkanie z działem marketingu na dziewiątą?
– Nie, dam radę. Tylko niech kawa już czeka w sali konferencyjnej. – Wzięłam od niej pokrowiec z garniturem, wdzięczna za tę chwilę oddechu. – Samochód czeka na dole?
– Tak, proszę pani. I… – Sarah zawahała się, zerkając nerwowo na zamknięte drzwi hotelowego pokoju. – Pan York już nie śpi. Wydaje się… zdenerwowany. Zbił już kilka rzeczy w apartamencie.
Serce zjechało mi do samych, kurwa, pięt.
– Rozumiem.
– Pyta o panią – dodała szeptem. – Wygląda na naprawdę wściekłego, pani York.
Rozejrzała się szybko, zanim wypowiedziała „pani York” – jedna z nielicznych osób, które znały prawdę o naszym związku. Tego tytułu nigdy nie używano publicznie, nigdy przy nikim, kto mógłby coś puścić mediom.
Oczywiście, że Noah był wściekły. Pewnie pamiętał na tyle dużo z wczoraj, że wiedział, iż z kimś spał, ale za mało, by pamiętać, że to byłam ja.
– Dziękuję, Sarah. Możesz już iść. – Poprawiłam marynarkę drżącymi dłońmi, w głowie przełączając się w tryb zarządzania kryzysem. To przynajmniej było mi znajome – ogarnianie wybuchowych nastrojów Noaha wchodziło w zakres moich obowiązków, zarówno jako jego CSO, jak i jego potajmnej żony.
Kiedy Sarah oddalała się korytarzem, z apartamentu dobiegł trzask, a potem głos Noaha – niski, niebezpieczny, jak groźne warczenie.
– Wynocha! Wszyscy, wynocha!
Drzwi poleciały w bok i przerażony pracownik hotelu wybiegł na korytarz, o mało na mnie nie wpadając. Za jego plecami widziałam spustoszenie w pokoju – roztrzaskaną kryształową lampę, coś, co kiedyś było telefonem, teraz leżało w kawałkach na podłodze, pościel zerwana z materaca.
Noah stał pośrodku tego wszystkiego, z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, z włosami wciąż wilgotnymi po prysznicu. Nawet w takim stanie wyglądał oszałamiająco – ucieleśnienie potężnego prezesa, bijąca od niego władza i pewność siebie, choć stał prawie nagi w zdemolowanym pokoju hotelowym.
Jego spojrzenie odnalazło moje, lodowato twarde jak kawałki lodowca.
– Gdzie, do cholery, byłaś?
Wzięłam głęboki wdech, płynnie wchodząc w rolę, którą dopracowywałam od trzech lat – skutecznej, niewzruszonej panny Wells na użytek świata i pani York na użytek prywatny – tej, która potrafiła ugasić każdy pożar z lodowatym profesjonalizmem. Wyprostowałam się, mimo pulsującego bólu między nogami.
– Musiałam zająć się sprawą Richardsa w biurze – skłamałam gładko, mijając go, żeby powiesić pokrowiec z garniturem. Ręce już mi nie drżały, emocje miałam zaciśnięte w żelaznym uścisku. – Zasnęłam przy biurku, przeglądając plany komunikacji kryzysowej.
Oczy Noaha zwęziły się, gdy badał moją twarz tym przenikliwym spojrzeniem, które zastraszyło już niejednego konkurenta. Głos miał zachrypnięty po wczorajszej alkoholozie, z nutą wściekłości, która przeraziłaby każdego, kto nie znał go tak dobrze jak ja.
– Gdzie ja byłem wczoraj w nocy?
Serce mi zamarło na ułamek sekundy, ale twarz miałam jak z kamienia. Nalałam mu szklankę wody z nietkniętej karafki na komodzie.
– Za dużo wypiłeś na gali. Odwiozłam cię tutaj, żebyś wytrzeźwiał.
– A potem wyszłaś. – To nie było pytanie.
