Rozdział 4
Emma
[Dwa tygodnie wcześniej]
– Miałam pracę – podałam mu szklankę wody i dwie tabletki aspiryny, pilnując, żeby nasze palce się nie musnęły. – O jedenastej ma pan spotkanie z Johnsonami. Garnitur już czeka.
Noah wziął szklankę, ani na moment nie odrywając ode mnie wzroku. Przez przerażającą chwilę byłam pewna, że pamięta wszystko – mój urwany oddech, kiedy mnie dotknął, sposób, w jaki oplotłam go nogami, szept jego imienia raz po raz, podczas gdy on wołał inną.
Ale tylko wydał z siebie lekceważący dźwięk – ten dobrze mi znany, chłodny pomruk, który natychmiast przypomniał mi, gdzie jest moje miejsce. Wrzucił tabletki do ust i przechylił szklankę, jego gardło poruszyło się, gdy przełykał.
– Następnym razem nie zostawiaj mnie samego, kiedy jestem w takim stanie – jego głos był lodowaty, znów całkowicie służbowy, bez śladu wczorajszej namiętności. – Twoim zadaniem jest ogarniać takie sytuacje, Emma. Za to ci płacę.
Moje imię w jego ustach brzmiało teraz zupełnie inaczej niż wczoraj. Było tylko słowem, pustym, pozbawionym całego żaru i desperacji, przez które na jedną idiotyczną chwilę uwierzyłam, że może naprawdę mnie pragnie.
– Oczywiście, panie York – odparłam równie chłodno. – To się więcej nie powtórzy.
Patrzyłam na szerokie plecy Noaha, gdy przechodził przez pokój. Poranne światło kładło długie cienie na jego umięśnionej sylwetce.
Wczorajsza noc wydawała się odległym, gorączkowym snem. Kiedy w pijackim zamgleniu pomylił mnie z Lucy, jego dłonie były delikatne, głos czuły. To, jak szeptał jej imię, dotykając mnie…
Noah zniknął w łazience, po chwili usłyszałam szum prysznica.
Kiedy wyszedł, z ręcznikiem owiniętym wokół bioder i kroplami wody wciąż lśniącymi na klatce piersiowej, podeszłam do niego z idealnie wyprasowaną, białą koszulą, którą dla niego wybrałam. Ręce lekko mi drżały, gdy mu ją podawałam. Wsuwając ręce w rękawy, nie powiedział ani słowa. Znajomy zapach jego żelu – sandałowiec i coś nieuchronnie „noahowego” – aż ścisnął mnie w środku.
– Odwróć się – powiedziałam cicho, pierwsze słowa, jakie któreś z nas wypowiedziało tego ranka.
Posłuchał, a ja zaczęłam zapinać guziki jego koszuli, przesuwając palce coraz wyżej po jego torsie. Przy moim metr pięćdziesiąt sześć musiałam wspinać się na palce, żeby dopiąć te najwyższe, podczas gdy jego metr osiemdziesiąt osiem górowało nade mną. Różnica wzrostu, która kiedyś sprawiała, że czułam się przy nim bezpieczna, teraz tylko podkreślała, jak mała i bez znaczenia czuję się w jego obecności.
Sięgnęłam po wybrany wcześniej krawat – głęboki granat w delikatny wzór – i uniosłam ręce, żeby owinąć go wokół jego szyi. Wtedy wreszcie przerwał milczenie.
– Emma – głos Noaha był niski i niebezpieczny – ta kobieta zeszłej nocy, w Four Seasons… to byłaś ty, prawda?
Z wrażenia cofnęłam się o krok. Pewnie bym upadła, gdyby Noah odruchowo nie złapał mnie w talii, palcami zaciskając się dokładnie w tym samym miejscu, które tak kurczowo ściskał ostatniej nocy. Serce waliło mi jak oszalałe, gdy znów zostałam uwięziona w jego spojrzeniu; te przenikliwe, stalowo-niebieskie oczy bezlitośnie badały każdą moją reakcję. O Boże, o cholera, o Boże. Myśli pędziły w mojej głowie w panicznej karuzeli, a płuca jakby zapomniały, jak się oddycha.
Nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy. Nie mogłam znieść tego oskarżenia, które w nich widziałam. Całe moje ciało zachowywało się, jakby coś się w nim przepalało – palce mrowiły, żołądek wiązał się w twardy supeł.
Na jego idealnych ustach pojawił się zimny, krzywy uśmiech.
– Nie masz jaj, co?
Krew mi zesztywniała w żyłach. Miał rację. Byłam pieprzonym tchórzem.
Uścisk Noaha się wzmocnił, jego oczy przebiegały po mojej twarzy, jakby czegoś w niej szukał. Czegoś, co ułatwiłoby mu sprawę. Wiedziałam, na co liczy – że wszystkiemu zaprzeczę, że kobieta, z którą spał, to nie byłam ja, że nie będzie musiał mierzyć się z faktem, że przeleciał swoją żonę-kontraktową, kiedy do końca naszej umowy zostało parę dni.
– Powiedziałaś, że zasnęłaś w biurze – odezwał się, a jego głos nagle stał się ostry jak brzytwa. Pchnął mnie na lustro, jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. Chłodne szkło wbiło mi się w plecy, kiedy nachylił się bliżej, a jego oddech zapiekł mnie w twarz. – To była prawda?
Wpatrywałam się w jego obojczyk, niezdolna, by spojrzeć wyżej, w oczy. Puls tak mi przyspieszył, że aż zakręciło mi się w głowie. Oddychałam krótko, płytko, a na linii włosów zebrały mi się kropelki potu. Zanim zdążyłam sklecić jakąś odpowiedź, Noah zerknął w dół, na swoją koszulę, a jego wyraz twarzy jeszcze bardziej pociemniał.
– Źle mi zapięłaś koszulę – powiedział niemal bezgłośnie, śmiertelnie spokojnym tonem.
Z przerażeniem spojrzałam w dół. Ze zdenerwowania pomyliłam guziki, tworząc pokracznie krzywą linię na idealnie skrojonej koszuli. Drobny błąd, ale w świecie Noaha perfekcja była absolutnym minimum.
– Przepraszam – wyszeptałam, a moje palce już próbowały to poprawić, trzęsąc się tak bardzo, że ledwo łapałam za guziki. – Będę ostrożniejsza. Naprawdę spałam w biurze tej nocy.
Noah złapał mnie za nadgarstki, zatrzymując moje ruchy.
– Nie zawracaj sobie głowy. – Odsunął się, robiąc między nami przestrzeń, która nagle wydała mi się większa niż jakikolwiek fizyczny dystans. – Mam dziś posiedzenie zarządu. Nie stać mnie na takie błędy.
Coś we mnie pękło. Trzy lata grania idealnej, ugodowej żony. Trzy lata cichej tęsknoty. Trzy lata bycia niewidzialną dla mężczyzny, w którym zakochałam się wbrew zdrowemu rozsądkowi.
– Noah York – powiedziałam, używając jego pełnego imienia i nazwiska z takim spokojem, że sama siebie zaskoczyłam. – Lucy Manning wróciła ze swojej europejskiej trasy.
Jego twarz całkowicie opustoszała – zobaczyłam to samo wyprane z emocji oblicze, którego używał przy negocjacjach, kiedy coś go zaskakiwało, ale nie zamierzał pokazać słabości.
– Czas, żebyśmy porozmawiali o zakończeniu naszej umowy – ciągnęłam dalej, zdumiona, jak spokojnie brzmię, podczas gdy w środku wszystko się we mnie rozsypywało. Z każdym słowem czułam, jakby ktoś wyrywał mi serce z piersi. – Intercyza wygasa w przyszłym tygodniu.
– Teraz nie jest dobry moment – powiedział chłodno. – W York Ventures mamy ważniejsze sprawy na głowie.
– Ważniejsze niż twoja wolność, żeby być z nią? – zapytałam, nienawidząc lekkiego drżenia w swoim głosie. Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, aż poczułam smak krwi, desperacko próbując utrzymać kontrolę.
Szczęka Noaha stwardniała.
– Porozmawiamy o tym później.
Kiwnęłam głową, przełykając ciężką gulę w gardle.
– Muszę wrócić do domu po dokumenty i przygotować projekt rozwiązania umowy.
Nic nie odpowiedział. Po prostu odwrócił się do mnie plecami i zaczął poprawiać swoją koszulę, wyrzucając mnie z tej chwili w milczeniu, jakby jednym gestem mnie unieważnił.
