Bezinteresowny

RYDER

Odwracam się od Wilsona, jak tylko w moje uszy uderza dźwięk pierwszego strzału.

Co to, do cholery, było?

„Co to mogło być?” pyta.

Powoli odwracając się z powrotem, mówię mu: „Wróć do domu watahy i zabierz ze sobą tylu wojowników, ile tylko zdołasz. Jesteśmy atakowani”.

„Skąd ty—”

Krzyki...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie