Rozdział 177: W imię Boga

„Nancy, Alan, Frank...”

Ronald prychał przy każdym imieniu, kiedy je wyczytywał, posyłając nam pogardliwe spojrzenie, po czym odwrócił się ku wschodzącemu księżycowi, a w jego oczach zatańczyło jakieś dziwne światło.

„Wy w ogóle wiecie, czym naprawdę jest samotność?”

„Że niby potrzebować towarzys...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie