ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY ÓSMY

WIDELEC wysunął mi się spomiędzy warg i z brzękiem spadł z powrotem na talerz, kiedy zakrztusiłam się, niemal dusząc kęsem, który właśnie przełknęłam. Łzy napłynęły mi do oczu, gdy wychrypiałam:

— Och. Małżeństwo?

To słowo utkwiło mi w piersi jak kamień.

Oczywiście, że wiedziałam. Nie byłam idiot...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie