Rozdział 48

PERSPEKTYWA FREYI

— Znowu.

Po raz trzeci w ciągu dziesięciu minut leżę plackiem na plecach. Płuca mam jak w ogniu. Każdy mięsień wrzeszczy z bólu. Pot spływa mi do oczu i piecze, aż zaciskam powieki.

Adrian stoi nade mną. Nawet się nie zasapał. — Wstawaj. Nie mamy czasu na przerwy.

...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie