
Klauzula bratniej duszy Profesora
Kimberly Ingrid · Zakończone · 197.6k słów
Wstęp
Nie spodziewałam się, że popchnie mnie prosto w ramiona niebezpieczeństwa… i pożądania. Kiedy profesor Adrian Metcalfe zaproponował mi układ, którego nie dało się odrzucić — udawany związek, żeby dopiec Kelvinowi i wzbudzić w nim zazdrość.
Myślałam, że to tylko gra.
Ale Adrian nie był tylko profesorem. Nie był po prostu niebezpieczny. Był moim partnerem. Moją przeznaczoną drugą połówką. A ja byłam człowiekiem… albo tak mi się wydawało.
Noc wesela Kelvina zmienia wszystko. Patrzę, jak mój nauczyciel przemienia się w wilkołaka.
Sekrety wychodzą na jaw. Budzi się moja własna, ukryta moc. I nagle przeszłość nie jest już tylko bolesna — jest śmiertelnie groźna.
Kelvin nie był tym, za kogo go miałam. Kontrola Adriana to nie tylko dyscyplina; to przeznaczenie.
A kiedy sieć zdrad zaciska się wokół mnie coraz mocniej, dociera do mnie, że miłość jest jedyną bronią, która może mnie ocalić — i pozwoli mi sięgnąć po to, co należy do mnie z mocy prawa.
Witaj w świecie, w którym zakazana miłość, ukryta moc i zemsta zderzają się ze sobą… i gdzie twój przeznaczony jest jedyną osobą, która może utrzymać cię przy życiu.
Rozdział 1
PERSPEKTYWA FREYI
– Właśnie tam, tak… dokładnie tak.
Zamarłam w progu.
Głos tej kobiety był chrapliwy, wysoki, taki aż nazbyt pewny siebie. Leżała na moim łóżku. Jej ciemne włosy rozlały się po mojej poduszce, jakby miała do niej pełne prawo. Czerwona sukienka, której nie kojarzyłam, leżała w nieładzie na podłodze obok szpilek, które pewnie kosztowały więcej niż mój czynsz. Szminka była rozmazana na ustach i ciągnęła się smugą aż po szyję.
Kelvin był na niej.
Miał palce w jej włosach. Wargi na jej gardle. Prześcieradło, które wyprałam trzy dni temu, było splątane wokół ich nóg.
Podniósł wzrok.
Spotkały się nasze oczy.
Nie przestał. Nie odskoczył w popłochu. Nawet nie wyglądał na zaskoczonego. Po prostu patrzył na mnie przez długą sekundę, a potem powoli odsunął się i usiadł na brzegu łóżka.
– Freya. – Jego głos był płaski. Spokojny. Jakbym właśnie przyłapała go na oglądaniu telewizji, a nie na tym, że pieprzy inną kobietę w naszym łóżku.
Kobieta odwróciła głowę i spojrzała na mnie. Nie zasłoniła się. Nie rzuciła się po ubrania. Tylko podparła się na jednym łokciu i obserwowała mnie leniwymi, brązowymi oczami.
– Powinnaś była zadzwonić – powiedział Kelvin.
Mój mózg nie potrafił tego przetworzyć. Nie potrafił zrozumieć słów, które właśnie padły. Stałam jak wryta, z kluczami wciąż w dłoni i torbą z pracy na ramieniu.
– Zadzwonić? – wyrwało mi się cicho.
– No. Zwykle w czwartki siedzisz do późna w robocie.
Kobieta parsknęła śmiechem. Od tego dźwięku przeszły mnie ciarki i aż mnie skręciło w środku.
– Ty mówisz poważnie? – Mój głos był pewniejszy niż dłonie. Dłonie trzęsły mi się tak mocno, że musiałam wepchnąć je do kieszeni.
Kelvin wstał i podniósł z podłogi bokserki. Wciągnął je bez pośpiechu. Bez wstydu. – Słuchaj, Freya. Musimy pogadać.
– A jakże.
Przejechał dłonią po potarganych włosach. Po tych samych włosach, w które kiedyś wsadzałam palce, kiedy oglądaliśmy filmy na tej kanapie. Tych samych, które myłam mu, gdy w zeszłym miesiącu był tak pijany, że nie potrafił ustać prosto. Teraz miałam ochotę wyrwać mu je razem ze skórą.
– To i tak musiało się kiedyś stać – powiedział. – Ty i ja. Nam nie wychodziło.
Podłoga jakby zafalowała pod stopami. – Więc postanowiłeś to „naprawić”, sprowadzając kogoś do naszego łóżka?
– Biorę ślub.
Te słowa nie miały sensu. Słyszałam je, ale brzmiały, jakby były w obcym języku. – Co?
– W przyszłą sobotę. Biorę ślub.
Kobieta usiadła prościej. Spojrzała na Kelvina szeroko otwartymi oczami. – Jeszcze jej nie powiedziałeś?
– Miałem powiedzieć – warknął do niej, nie odrywając ode mnie wzroku.
W klatce piersiowej zrobiło mi się ciasno. Za ciasno. Jakby ktoś wyciskał mi powietrze z płuc, centymetr po centymetrze. – Z kim?
– Z Vanessą. Nasze rodziny to ustaliły.
– Ustaliły. – Powtórzyłam powoli, jakbym sprawdzała, czy to słowo w ogóle pasuje do rzeczywistości. Jakbym próbowała je wcisnąć w coś, co nie chciało się skleić. – Ludzie już nie aranżują małżeństw.
– Moja rodzina aranżuje. To jest planowane od jakiegoś czasu.
– Od jak dawna?
Wzruszył ramionami. Serio, wzruszył ramionami. – Kilka miesięcy.
Kilka miesięcy. Od miesięcy wiedział, że się żeni, i ani słowa. A jednak dalej spał obok mnie. Dalej prosił, żebym dorzucała za niego do czynszu, kiedy brakowało mu kasy. Dalej snuł plany na następny semestr, jakbyśmy mieli wspólną przyszłość.
Coś pękło mi w klatce piersiowej. Nie rozpadło się. Jeszcze nie. Tylko pękło na tyle, żeby złość zaczęła się sączyć na wierzch.
– Wynoś się.
Kelvin mrugnął. – Co?
– Wynoś się z mojego mieszkania. – Mój głos był cichy, ale ostry jak nóż. – Oboje.
Zaśmiał się. To nie był prawdziwy śmiech. Raczej ten jego dźwięk, kiedy uważał, że robię sceny i przesadzam. – Twojego mieszkania? Płacę połowę czynszu, Freya.
– Już nie. Masz dziesięć minut, żeby się ubrać i wyjść, zanim zadzwonię na policję.
– I co im powiesz? Nie złamałem żadnego prawa.
– To wyrzucę każde twoje graty przez okno. Pozbierasz sobie z chodnika. Twój wybór.
Kobieta w końcu się ruszyła. Zsunęła się z łóżka i zaczęła zgarniać ubrania z podłogi. Nie spojrzała na mnie ani razu, kiedy się ubierała. Ręce trzęsły jej się odrobinę.
Dobrze.
Kelvin popatrzył na nią przez chwilę, po czym odwrócił się z powrotem do mnie. – Przesadzasz.
– A ty właśnie powiedziałeś mi, że za sześć dni żenisz się z kimś innym, po tym jak przyłapałam cię w łóżku z trzecią osobą. Wynoś się, zanim zrobię coś, czego oboje pożałujemy.
Wpatrywał się we mnie. Szczęka miał zaciśniętą. Oczy twarde, zimne. To było to spojrzenie, które miewał, kiedy nie dostawał tego, czego chciał. Kiedy jego drużyna przegrała mecz. Kiedy kumple odwołali plany. Kiedy coś nie poszło dokładnie po jego myśli.
Odwzajemniłam spojrzenie i nawet nie mrugnęłam.
Złapał dżinsy z krzesła przy oknie i wciągnął je na siebie jednym szarpnięciem. Kobieta była już ubrana. Stała przy drzwiach sypialni, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, jakby było jej zimno.
– To jeszcze nie koniec – rzucił Kelvin, przeciskając się obok mnie na korytarz.
– Właśnie że koniec.
Zatrzymał się przy drzwiach wejściowych i odwrócił. Twarz miał teraz czerwoną. Wściekłą. – Wrócę jutro po swoje rzeczy.
– Zostawię je na korytarzu.
– Freya, no weź…
– Wynoś się.
Kobieta przemknęła obok mnie i pospiesznie ruszyła do drzwi. Kelvin rzucił mi ostatnie spojrzenie, po czym wyszedł za nią. Drzwi trzasnęły tak mocno, że aż zadrżała futryna.
Stałam w progu sypialni i patrzyłam na ten syf. Prześcieradło było w połowie na podłodze. Jej perfumy były wszędzie. Słodkie, ciężkie i nie na miejscu. Cały pokój pachniał nią.
Podeszłam do łóżka i jednym ruchem ściągnęłam prześcieradło. Rzuciłam je na podłogę. Złapałam poduszki i też je cisnęłam. Chciałam to wszystko spalić. Chciałam wyszorować całe mieszkanie na błysk, aż nie zostanie po nim nawet ślad.
Ale tylko stałam na środku pokoju, z klatką piersiową wciąż ściśniętą za mocno i dłońmi dalej drżącymi.
Czekałam, aż zacznę płakać.
Nic.
Zamiast tego poczułam pustkę. Wydrążenie. Jakby ktoś sięgnął do środka i wybrał wszystko, co miało znaczenie, zostawiając mi tylko powietrze i wściekłość.
Mój telefon zawibrował w kieszeni. Wyciągnęłam go. SMS od szefa z baru mlecznego, w którym robiłam.
Dasz radę jutro rano wskoczyć za Amy? Start o 6:00.
Odpisałam, że tak. Zawsze mówiłam „tak”. Potrzebowałam kasy. Zawsze potrzebowałam kasy. Kelvin mówił, że płaci połowę czynszu, ale tylko wtedy, kiedy mu się akurat przypomniało. Resztę brałam na siebie. Ogarniałam zakupy. Ogarniałam rachunki, kiedy on przepuszczał wypłatę na drinki z kumplami.
Teraz ogarnę wszystko sama.
Rozejrzałam się po mieszkaniu. Małe. Ciasne. Farba odłaziła w rogu przy oknie. Grzejnik działał tylko wtedy, kiedy mu się zachciało. Drzwi do łazienki nie domykały się do końca. Ale to było moje. Zapracowałam na każdy mebel. Przetrwałam tu na dwóch robotach i dziennych zajęciach na uczelni.
To też przetrwam.
Telefon zawibrował znowu. Tym razem Clara.
Wieczór filmowy? Mam wino i ten ser, który lubisz.
Prawie odpisałam „nie”. Chciałam być sama. Chciałam siedzieć w pustym mieszkaniu i nie czuć niczego — aż ta dziura w środku w końcu by zniknęła.
Ale odpisałam „tak”, bo samotność nagle wydała się gorsza niż udawanie, że wszystko gra.
Clara mieszkała dwie przecznice dalej, w kamienicy ładniejszej niż moja. Złapałam kurtkę i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Na korytarzu pachniało, jakby ktoś gotował curry. Burknęło mi w brzuchu. Nie jadłam od tego suchego bajgla, którego rano wcisnęłam między zajęciami.
Zjem u Clary. Ona zawsze ma coś do jedzenia.
Spacer zajął mniej niż pięć minut. Październik w mieście oznaczał wiatr, który wciskał się pod cienką kurtkę i sprawiał, że wszystko wydawało się ostrzejsze, bardziej bezlitosne. Szłam z głową spuszczoną, z rękami w kieszeniach.
Nie rozpłakałam się po drodze. Nie krzyczałam. Nie zrobiłam nic — poza tym, że szłam, oddychałam i próbowałam nie myśleć o tym, że Kelvin za sześć dni bierze ślub z kimś, czyjego imienia nauczyłam się dopiero dzisiaj.
Clara otworzyła drzwi, zanim zdążyłam zapukać. Spojrzała na moją twarz i bez słowa wciągnęła mnie do środka. U niej było ciepło. Zawsze trzymała ciepło, bo mówiła, że od zimna robi jej się nerwowo, jakby w środku wszystko zaczynało drżeć.
— Co się stało? — poprowadziła mnie do kanapy i docisnęła do poduszek, jakbym mogła się zaraz rozsypać.
— Kelvin.
Zniknęła w kuchni.
— Co ten dupkowiec znowu odwalił?
— Żeni się.
Z kuchni dobiegł dźwięk tłuczonego szkła. Clara stanęła w progu z szeroko otwartymi oczami.
— On… co?
— Żeni się. W przyszłą sobotę. Rodzina mu to ustawiła. Powiedział mi to, jak weszłam i przyłapałam go z inną laską w naszym łóżku.
Twarz Clary najpierw zbladła, potem zrobiła się czerwona, a potem znów pobladła. Wróciła do kuchni i po chwili przyniosła dwie lampki do wina i butelkę. Nawet nie szukała korkociągu. Po prostu odkręciła zakrętkę i nalała do obu lampek po brzegi.
— Dawaj od początku. — podała mi kieliszek i usiadła obok.
Opowiedziałam jej wszystko. Niezamknięte drzwi. Kobiecy głos. To, jak weszłam do sypialni. Czerwona sukienka rzucona na podłogę. Beznamiętny ton Kelvina. To spojrzenie, jakbym to ja przeszkadzała w czymś ważnym. I ogłoszenie ślubu.
Clara nie przerywała. Sączyła wino i słuchała, a jej szczęka zaciskała się z każdym kolejnym słowem.
— Zabiję go — powiedziała, kiedy skończyłam.
— Ustaw się w kolejce.
Nalała sobie kolejny kieliszek. Ręka jej drżała. — Co zamierzasz zrobić?
— Sama płacić czynsz, chyba. Brać więcej zmian. Może dorzucę weekendy w bibliotece na kampusie. — Pociągnęłam długi łyk. Wino było tanie i cierpkie. — Unikać go, jak przyjdzie po swoje graty.
— Powinnaś iść na ten ślub.
Wlepiłam w nią wzrok. — Po co miałabym to robić?
— Żeby mu pokazać, że cię nie złamał. Że bez niego też dajesz radę.
— Tylko że ja nie daję rady.
— To udawaj. — Pochyliła się do przodu. Oczy miała jasne. Rozpalone. Przenikliwe. — Pokaż się tam, wyglądając obłędnie, z kimś, przez kogo Kelvin będzie żałował każdej jednej decyzji, jaką kiedykolwiek podjął.
— Nie mam nikogo takiego.
— To znajdź kogoś.
— W sześć dni? Clara, weź ty bądź poważna.
Zamilkła na chwilę. Wpatrywała się w kieliszek, jakby próbowała coś w głowie poukładać. — A profesor Metcalfe?
Zachłysnęłam się winem. — Co?
— Mówiłaś, że ostatnio gapi się na ciebie na zajęciach. Może by pomógł.
— To jest mój profesor. To jest kompletnie chore.
— Na pewno? — Odstawiła kieliszek. — Ojciec Kelvina jest w radzie uczelni, prawda? A co jeśli Metcalfe go zna? Co jeśli ma swoje powody, żeby dopiec rodzinie Kelvina?
— Jakie powody?
— Nie wiem. Ale mówiłaś, że Metcalfe cię obserwuje. Że w zeszłym tygodniu trzy razy wywołał cię do odpowiedzi, chociaż nawet ręki nie podniosłaś. Może byłby… zainteresowany.
Głowa zaczynała mnie boleć. Wino uderzało za szybko na pusty żołądek. — Muszę iść do domu.
— Zostań tu na noc.
— Mam robotę na szóstą rano.
— To chociaż odprowadzę cię.
— Dam sobie radę.
Ale nie dawałam. Byłam tak daleko od „dam sobie radę”, że nawet nie potrafiłam już zobaczyć, gdzie to w ogóle jest. Po prostu nie chciałam, żeby Clara patrzyła, jak się rozsypuję na kawałki.
Wyszłam z jej mieszkania i ruszyłam przez zimne ulice. Wiatr był teraz gorszy. Wcinał się pod kurtkę i wyciskał mi łzy z oczu. Zapach curry zniknął. Teraz wszystko pachniało tylko spalinami i deszczem, który wisiał w powietrzu i groził, że zaraz lunie.
Kiedy wróciłam pod swój budynek, zobaczyłam coś, co kazało mi stanąć jak wryta.
Do drzwi był przyklejony biała koperta.
Na przodzie było napisane moje imię i nazwisko charakterem pisma, którego nie znałam. Równo. Precyzyjnie. Litery idealne, jakby ktoś się nie spieszył i każdą stawiał z namysłem.
Odkleiłam kopertę i otworzyłam ją drżącymi palcami.
W środku była jedna karta. Gruby papier. Drogi. U góry wytłoczono na złoto logo uniwersytetu. Poniżej widniała odręczna wiadomość, tym samym schludnym pismem.
Panno Reed,
Proszę zgłosić się do mnie do gabinetu jutro o godzinie 14:00. Chodzi o sprawę wagi.
Prof. A. Metcalfe
Karta wysunęła mi się z palców.
Skąd on wiedział, gdzie mieszkam?
Ostatnie Rozdziały
#157 Rozdział 157
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026#156 Rozdział 156
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026#155 Rozdział 155
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026#154 Rozdział 154
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026#153 Rozdział 153
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026#152 Rozdział 152
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026#151 Rozdział 151
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026#150 Rozdział 150
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026#149 Rozdział 149
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026#148 Rozdział 148
Ostatnia Aktualizacja: 6/10/2026
Może Ci się spodobać 😍
Bez drugiej szansy, Niezmartwiona i Kwitnąca
Mój narzeczony stał tam z ciężarną kochanką w swoich ramionach, szyderczo się uśmiechając. "Bez mnie jesteś nikim."
Odwróciłam się i zapukałam do drzwi najbogatszego człowieka w mieście. "Panie Locke, zainteresowany sojuszem małżeńskim? Oferuję udział wart sto miliardów dolarów - plus przyszłe imperium biznesowe, gratis."
Gra Przeznaczenia
Kiedy Finlay ją odnajduje, żyje wśród ludzi. Jest zauroczony upartą wilczycą, która odmawia uznania jego istnienia. Może nie jest jego partnerką, ale chce, aby stała się częścią jego watahy, niezależnie od tego, czy jej wilczyca jest ukryta czy nie.
Amie nie potrafi oprzeć się Alfie, który wkracza w jej życie i wciąga ją z powrotem w życie watahy. Nie tylko staje się szczęśliwsza niż od dawna, ale jej wilczyca w końcu do niej przychodzi. Finlay nie jest jej partnerem, ale staje się jej najlepszym przyjacielem. Razem z innymi najwyższymi wilkami w watasze pracują nad stworzeniem najlepszej i najsilniejszej watahy.
Kiedy nadchodzi czas na gry watah, wydarzenie, które decyduje o rankingu watah na następne dziesięć lat, Amie musi zmierzyć się ze swoją starą watahą. Kiedy po raz pierwszy od dziesięciu lat widzi mężczyznę, który ją odrzucił, wszystko, co myślała, że wie, przewraca się do góry nogami. Amie i Finlay muszą dostosować się do nowej rzeczywistości i znaleźć drogę naprzód dla swojej watahy. Ale czy niespodziewane wydarzenia rozdzielą ich na zawsze?
Trylogia Carrero: Od przyjaciół miliarderów do kochanków
ARRICK CARRERO od lat jest dla niej oparciem, najlepszym przyjacielem i obrońcą, ale nawet on nie potrafi dotrzeć do źródła jej narastającej pustki.
Sophie się zagubiła.
I chwyta się czegokolwiek, by zapełnić tę pustkę i wyleczyć to, co ją od środka trawi.
Kiedy Sophie uświadamia sobie, że odpowiedź była przez cały czas tuż na wyciągnięcie ręki, nie jest w stanie przygotować się na emocje Arricka, które wymykają się spod kontroli.
To, co kiedyś było niewinne, nagle staje pod znakiem zapytania – a życie wcale nie zawsze pozwala, by serce miało ostatnie słowo.
Bohaterowie, którzy złamią ci serce – i sobie nawzajem też.
Zawiera treści i język przeznaczone wyłącznie dla dojrzałych czytelników.
Okrutny Raj - Romans mafijny
Wykręcenie tyłkiem numeru do własnego szefa…
I zostawienie mu sprośnej poczty głosowej, kiedy jesteś, yyy… „w trakcie” myślenia o nim.
Praca jako osobista asystentka Rusłana Orłowa to robota rodem z piekła.
Po długim dniu, podczas którego spełniam każdą zachciankę tego miliardera, potrzebuję jakiegoś ujścia dla stresu.
Więc kiedy tamtego wieczoru wracam do domu, robię dokładnie to.
Problem w tym, że moje myśli wciąż kręcą się wokół tego szef-dupka, który rujnuje mi życie.
I niech będzie—bo ze wszystkich licznych grzechów Rusłana, to że jest tak cholernie przystojny, może być najniebezpieczniejsze.
Dziś w nocy fantazje o nim są dokładnie tym, czego potrzebuję, żeby przekroczyć granicę.
Ale kiedy spuszczam wzrok na telefon, przygnieciony obok mnie,
jest.
Poczta głosowa: 7 minut i 32 sekundy…
Wysłana do Rusłana Orłowa.
Wpada we mnie panika i ciskam telefon przez pokój.
Tyle że nie da się cofnąć szkód wyrządzonych przez moje bardzo głośne „O”.
Więc co ja mogę zrobić?
Plan był prosty: unikać go i udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Poza tym—kto tak zajęty w ogóle odsłuchuje pocztę głosową, co?
Tylko że kiedy on wpisuje mi w kalendarz spotkanie jeden na jeden ze mną na równe 7 minut i 32 sekundy,
jedno jest pewne:
On.
Słyszał.
Wszystko.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Związana z jej Alfa Instruktorem
Kilka tygodni później na salę wchodzi nasz nowy instruktor walki, alfa. Regis. Ten facet z lasu. Jego spojrzenie od razu chwyta się mojego i wiem, że mnie rozpoznaje. Wtedy moja skrywana tajemnica uderza we mnie jak cios w brzuch: jestem w ciąży.
Ma dla mnie propozycję, która splata nas jeszcze mocniej. Ochrona… czy złota klatka? Szepty robią się coraz bardziej jadowite, mrok zaczyna się zacieśniać. Dlaczego tylko ja nie mam wilka? Czy on jest moim wybawieniem… czy pociągnie mnie prosto na dno?
Alpha Leo i Serce Ognia
Uśmiech zagościł na moich ustach, uniosłam brew, przeciągając koniuszek paznokcia po jego wyrzeźbionej szczęce wyzywająco.
"Och, ale się mylisz, Niebieskooki, bo ja jestem tym koszmarem, i przyszłam, żeby zrobić ci piekło z życia. Nie boisz się, co?"
Lodowate niebieskie oczy spotkały się z moimi nie mrugającymi jasnoniebieskimi.
"Ostrzegam cię, nie zadzieraj ze mną." Warknął.
"Och? Ale rzecz w tym, że zawsze robię to, czego nie powinnam."
Azura Rayne Westwood. Znana ze swoich diabelskich sposobów i dzikiej osobowości, była najmłodszym dzieckiem sławnej pary Westwood. Od czasów Akademii, wieści o jej wybrykach rozchodziły się szybko i daleko, ale w młodej dziewiętnastoletniej kobiecie kryło się znacznie więcej.
Szkielety przeszłości nigdy nie zostają pochowane, a życie nie jest tak beztroskie, jak Azura je przedstawia. Kiedy demony z jej przeszłości zaczynają utrudniać życie, popełnia jeszcze większy błąd. Spędza noc pełną intensywnej pasji nieświadomie z niesławnym, kamiennosercym Leo Rossim, co zmienia jej życie na zawsze.
Kiedy Leo dowiaduje się, że kobieta, z którą spędził noc, pochodzi z jednego z watah, które najbardziej nienawidzi, odwraca się od niej, ale zapomina o jednym bardzo istotnym szczególe; Azura nie była aniołem, a kiedy zadzierasz z Diabłem Westwood, jesteś związany na całe życie.
W podróży pełnej pasji, ognia, siły i odrzucenia, kto zwycięży?
Młoda dziewczyna z sercem ognia, czy Alfa, który nie zna nic poza nienawiścią i pogardą?
Po odejściu z roli Żony Wampira
Cassandra nigdy nie wyobrażała sobie, że przysięga złożona na ślubie zwiąże ją z Alexandrem — wampirzym lordem z Wall Street za dnia, drapieżnikiem szczytowym nocą. Jako jego wyłączne źródło krwi i niechciana żona znosi jego lodowate okrucieństwo, podczas gdy jej przyrodnia siostra Serena, świeżo przemieniona i niebezpiecznie piękna, knuje, by odebrać Cassandrze wszystko, czego ta tak naprawdę nigdy nie miała.
Gdy zazdrosna furia Alexandra omal jej nie zabija, Cassandra uświadamia sobie, że najokrutniejszym więzieniem nie jest gotycka rezydencja ani srebrne łańcuchy — tylko miłość do mężczyzny bez serca. Lecz podsłuchanie śmiertelnego spisku Sereny z wrogimi klanami zmienia wszystko. Nadchodzący Bal Krwawego Księżyca zakończy się chaosem, krwią i zaplanowanym morderstwem Cassandry.
Być może unicestwienie jest dokładnie tą wolnością, której potrzebuje.
W świecie, w którym wampiry rządzą nocą, jedna ludzka kobieta musi zdecydować: wyrwać się na wolność albo rozpaść się całkowicie.
Przewodnik Zabójcy po Liceum
Jestem – a raczej byłem – Phantom. Zabijałem dla pieniędzy i byłem w tym najlepszy. Ale mój plan emerytalny został nagle przerwany przez ciemność, której nigdy nie widziałem nadchodzącej.
Los, jak się zdaje, ma pokręcone poczucie humoru. Zostałem reinkarnowany w ciało Raven Martinez, licealistki z życiem tak tragicznym, że moja dawna praca wygląda przy tym jak wakacje.
Teraz muszę zmagać się z kartkówkami, burzą hormonów i hierarchią prześladowców, którzy myślą, że rządzą światem.
Zepchnęli starą Raven do śmierci. Ale zaraz nauczą się bardzo bolesnej lekcji: Nie zagania się żmii w kąt, chyba że jesteś gotów na ugryzienie.
Liceum to piekło. Na szczęście dla mnie, jestem diabłem.
Mój miliarder mąż chce otwartego małżeństwa
„Chcę otwartego małżeństwa. Chcę seksu. I po prostu nie mogę tego robić z tobą już dłużej.”
„Jak możesz mi to zrobić, Tristan? Po tym wszystkim?”
Serce Sophii pęka, gdy jej mąż, Tristan, naciska na otwarte małżeństwo po dwunastu latach wspólnego życia, mówiąc, że jej życie jako gospodyni domowej i matki zabiło ich iskrę. Zdesperowana, aby utrzymać ich dwunastoletnią więź, Sophia niechętnie się zgadza.
Ale to, co boli bardziej niż otwarte małżeństwo, to jak szybko jej mąż zanurza się w randkowym świecie, nawet przekraczając ustalone przez nich granice.
Zraniona i wściekła, Sophia ucieka do swojej szkoły artystycznej, gdzie poznaje Nathaniela Synclaira, czarującego nowego sponsora, który rozpala w niej ogień. Rozmawiają, a Nathaniel sugeruje szalony pomysł: będzie udawał jej fałszywego kochanka, aby zemścić się na podwójnych standardach jej męża.
Uwięziona w miłosnym trójkącie między rozbitym małżeństwem a pociągiem do Nathaniela, Sophia waha się, wywołując mieszankę pragnień, kłamstw i prawdy, które wstrząsają wszystkim, co wie o miłości, zaufaniu i tym, kim naprawdę jest.
Ludzka Małżonka Alfy
Jestem Salara, gospodynią domową, która od pięciu lat cierpi na psychiczne znęcanie się ze strony męża Henry'ego. Prawie go opuściłam cztery lata temu, ale wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży i poczułam się uwięziona w małżeństwie, w którym jestem nieszczęśliwa.
Dziś wieczorem przygotowywałam kolację dla partnera biznesowego Henry'ego, Derricka.
Jest co najmniej pół stopy wyższy od Henry'ego, a jego ciemne rysy są dla mnie bardziej pociągające niż jaśniejsze Henry'ego. Jego czarne włosy są krótko przycięte na dole, a na górze układają się w najbardziej kuszące loki.
A jego oczy... nigdy nie widziałam takiego odcienia zieleni w czyichkolwiek oczach. Gubię się w ich głębi, gdy patrzy na mnie łapczywie. Jego dobrze zdefiniowana klatka piersiowa idealnie rozciąga czarną koszulkę na jego muskularnym ciele, sprawiając, że ślinka mi cieknie, gdy na niego patrzę.
„Derrick-” Henry przerywa nasze milczące ocenianie, z dezaprobatą w głosie. „To jest moja żona Sa-” Warknięcie wydobywa się z piersi Derricka, przerywając Henry'emu, gdy przedstawia mnie naszemu gościowi.
Patrzę z żywym zainteresowaniem, jak jego twarz zaczyna się wykrzywiać, jego usta i nos łączą się, aż na ich miejscu pojawia się pysk, z dużymi kłami wystającymi z jego warg, gdy warczy na Henry'ego. Przerażenie maluje się na twarzy Henry'ego, gdy patrzy na Derricka, próbując zrozumieć, co się dzieje.
„Partnerka,” warczy Derrick na Henry'ego, robiąc krok w jego stronę, co powoduje, że Henry cofa się ze strachu.
Jestem Jego Bezwilczą Luną
Ethan również wydawał głębokie ryki w moim uchu, 'Cholera... zaraz będę dochodził...!!!' Jego ruchy stały się bardziej intensywne, a nasze ciała wydawały odgłosy uderzania.
"Proszę!! Ethan!!"
Jako najsilniejsza wojowniczka w mojej watahy, zostałam zdradzona przez tych, którym najbardziej ufałam - moją siostrę i najlepszego przyjaciela. Zostałam odurzona, zgwałcona i wygnana z rodziny i watahy. Straciłam swojego wilka, swoją honor i stałam się wyrzutkiem - nosząc dziecko, którego nigdy nie chciałam.
Sześć lat trudnego przetrwania uczyniło ze mnie zawodową wojowniczkę, napędzaną gniewem i żalem. Otrzymuję wezwanie od potężnego dziedzica Alfy, Ethana, proszącego mnie o powrót jako instruktor walki bez wilka dla tej samej watahy, która mnie kiedyś wygnala.
Myślałam, że mogę ignorować ich szepty i spojrzenia, ale kiedy zobaczyłam szmaragdowe oczy Ethana - takie same jak mojego syna - mój świat się zachwiał.












