
Partnerka Księcia Alpha
Materno Kipa-en · Zakończone · 134.2k słów
Wstęp
Rozdział 1
Z punktu widzenia Cremy
— Przygotuj się. Dziś w nocy jest ta noc.
Te słowa powinny były mnie uszczęśliwić.
Zamiast tego ścisnęło mnie w żołądku.
Ojciec stał przede mną, a w jego oczach błyszczała duma. Po trzech długich latach Karmazynowy Księżyc wreszcie miał znów wzejść. A wraz z nim miał nadejść moment, o którym marzył każdy wilk.
Przybycie mojego przeznaczonego partnera.
Powinnam skakać z radości.
Powinnam odliczać minuty.
W końcu dzisiejsza noc miała sprowadzić do mnie księcia Giovana.
Mężczyznę, o którym przez lata myślałam, że jest moją przyszłością.
Mężczyznę, którego wszyscy oczekiwali, że pokocham.
I może kochałam.
Przynajmniej tak mi się wydawało.
Książę Giovan był wszystkim, czego mogła pragnąć Luna. Przystojny. Potężny. Sznowany. Jako starszy alfa królewskiej rodziny samą obecnością przyciągał uwagę, gdziekolwiek się pojawił.
Nawet po tych kilku razach, gdy widziałam go z daleka, rozumiałam, czemu tylu go podziwia.
Wyglądał na dość silnego, żeby ochronić całe królestwo.
Dość silnego, żeby ochronić mnie.
Więc czemu nie umiałam pozbyć się tego uczucia?
Im bliżej było tej nocy, tym głośniejszy stawał się niepokój.
Coś było nie tak.
Nie na tyle, żebym uciekła.
Nie na tyle, żebym odmówiła.
Ale na tyle, żebym zaczęła się zastanawiać, czy przyszłość, o której śniłam przez lata, naprawdę jest moja.
Czy może taka, którą ktoś dawno temu wybrał za mnie.
— Oczywiście, tato. Będę gotowa.
Starałam się brzmieć spokojnie.
Starałam się brzmieć jak przyszła Luna, którą wszyscy chcieli we mnie widzieć.
A jednak w moim głosie i tak przebiło podekscytowanie.
W przeciwieństwie do większości młodych dziewczyn nigdy nie bałam się dnia, w którym poznam swojego partnera.
Może dlatego, że już dawno wmówiłam sobie, że to właśnie Giovan jest tym, którego chcę.
— Cieszę się, że tak się z tego cieszysz — powiedział ojciec z uśmiechem. — Przynajmniej nigdy nie musieliśmy cię do tego przekonywać.
Zmarszczyłam brwi.
— Tato, co to ma znaczyć?
Wyszło ostrzej, niż zamierzałam.
— To chyba normalne, że się cieszę, skoro mój partner jest Alfą? I że ma zostać przyszłym królem?
Podeszłam bliżej.
— Ty też powinieneś się cieszyć ze mną. Do tego przygotowywałam się całe życie.
Przed oczami mignęły mi obrazy.
Przyszłość.
Rodzina.
Dzieci biegnące przez pałacowe korytarze.
Wszystko, co wyobrażałam sobie, odkąd byłam mała.
Wyraz twarzy ojca złagodniał.
— Oczywiście, że się cieszę, kochanie.
Jego głos stał się łagodniejszy.
— Jestem wdzięczny, że w przeciwieństwie do innych przed tobą, nigdy nie walczyłaś z tradycją.
Dokładnie wiedziałam, o jaką tradycję mu chodzi.
Aranżowane zaręczyny.
Umowa zawarta lata temu, zanim byłam na tyle duża, by w ogóle ją zrozumieć.
— Twoja zgoda znaczy więcej, niż ci się wydaje.
Coś we mnie się skręciło.
Ledwie, odrobinę.
Ale odepchnęłam to.
Uśmiechnęłam się i objęłam go ramionami.
— Bez żalu — szepnęłam.
To nie było do końca kłamstwo.
Ojciec przytulił mnie mocno, po czym odsunął się na bok.
Gdy tylko wyszedł, pałeczkę przejęła moja matka.
Służba natychmiast mnie otoczyła, niosąc suknie, biżuterię i wszystko, czego oczekiwano od przyszłej Luny, która miała spotkać królewską rodzinę.
W pokoju zawrzało od krzątaniny.
Rodzina księcia Giovana miała wkrótce przybyć.
I nagle wszystko stało się boleśnie prawdziwe.
Matka poprawiła kosmyk włosów za moim uchem.
— Małżeństwo nie jest łatwe, Crema.
Ciepło w jej głosie sprawiło, że uniosłam wzrok.
— Będą dni, kiedy będziesz chciała to wszystko zostawić.
Uśmiechnęła się smutno.
— Będą nieporozumienia. Kłótnie. Trudne chwile.
Jej palce ścisnęły moje ramię.
— Ale bądź cierpliwa.
Słuchałam w milczeniu.
— Twoja relacja z księciem Giovanem jest ważna. Ta przyszłość została ustalona, kiedy oboje byliście dziećmi.
Coś w tych słowach ciężko osiadło mi na klatce piersiowej.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, po pokoju poniósł się inny głos.
— O?
Każdy służący natychmiast zesztywniał.
Matka na moment przymknęła oczy.
I już wiedziałam, kto to jest.
Janine.
Odwróciłam się w stronę drzwi.
Stała tam z założonymi rękami, z tym swoim wiecznie zadowolonym z siebie wyrazem twarzy.
Piękna.
Bez wysiłku piękna.
Taki typ urody, przy którym ludziom zamiera język, kiedy wchodzi do pomieszczenia.
Taki, przy którym mężczyźni nagle zapominają, jak się nazywają.
Matka jej nie zaprosiła.
Właściwie zrobiła wszystko, żeby utrzymać przed nią dzisiejszą noc w tajemnicy.
Więc czemu tu była?
I czemu nagle w żołądku usiadł mi ten znajomy, paskudny niepokój?
Janine powoli omiatała wzrokiem pokój.
Służbę.
Suknie.
Biżuterię.
W końcu jej spojrzenie spoczęło na mnie.
Na jej twarzy rozlał się okrutny uśmiech.
— Co to ma być?
Jej głos ociekał kpiną.
— To dziś jakaś wielka uroczystość?
Nikt nie odpowiedział.
To tylko jeszcze bardziej ją rozbawiło.
Zmierzła mnie od góry do dołu.
A potem parsknęła śmiechem.
– Wow.
Jej wzrok zatrzymał się na pokojówkach poprawiających mój wygląd.
– Biedne służki harują jak woły po godzinach, żeby Crema w ogóle wyglądała jako tako.
Kilka służących natychmiast spuściło głowy.
Janine cmoknęła teatralnie.
– To musi być wykańczające.
Westchnęła.
– Zrobić kogoś pięknym? Prościzna.
Jej uśmiech się poszerzył.
– Ale sprawić, żeby ktoś, kto z natury piękny nie jest, wyglądał dobrze?
Wzruszyła ramionami.
– To już prawie cud.
W pokoju zapadła absolutna cisza.
Byłam do tego przyzwyczajona.
Janine zawsze taka była.
Ostra.
Okrutna.
Celowo raniąca.
Najgorsze?
Ona dokładnie wiedziała, gdzie uderzyć.
Bo nie kłamała.
Janine była olśniewająca.
Idealne włosy.
Idealna skóra.
Idealna pewność siebie.
Mężczyźni łazili za nią wszędzie.
Alfy.
Bety.
Nawet omegi.
A ja? Nigdy specjalnie nie przejmowałam się wyglądem.
Wolałam prostotę.
Wygodę.
Spokój.
Niestety, Janine traktowała to jak moją osobistą wadę.
– Janine.
Głos mojej matki przeciął powietrze w pokoju.
Zimny.
Ostrzegawczy.
– Nie podoba mi się twój ton.
Janine uniosła niewinnie brew.
Matka podniosła się z krzesła.
– Dzisiaj wieczorem przyjedzie rodzina księcia Giovana, żeby porozmawiać o małżeństwie.
Po raz pierwszy coś przemknęło po twarzy Janine.
Coś szybkiego.
Prawie natychmiast zniknęło.
Ale ja to zauważyłam.
I nagle mój niepokój tylko się wzmógł.
Matka zrobiła krok do przodu.
– Mam tylko jedną prośbę.
Jej głos stwardniał.
– Nie wystawiaj dziś mojej cierpliwości na próbę.
Miałam wrażenie, że pokój zaciska się wokół nas.
– Zniosłam już dość twoich wybryków.
Wzrok matki wbił się w nią.
– Więc cokolwiek planujesz…
Jej głos opadł.
– Nie rób nic, co mogłoby zepsuć to spotkanie.
Patrzyłam na Janine uważnie.
Za uważnie.
Bo doskonale wiedziałam, czemu wyglądała na poruszoną.
Janine od zawsze miała obsesję na punkcie księcia Giovana.
Nigdy nie przyznała tego wprost, ale nawet nie musiała.
Wszyscy to widzieli.
A teraz, kiedy matka zdradziła cel dzisiejszego zebrania, wiedziałam jedno na pewno.
Janine nie cieszyła się ze mną.
Ani trochę.
Przez ułamek sekundy spadła jej maska.
Policzki jej zapłonęły.
Po twarzy przemknęło rozczarowanie.
I zaraz zniknęło równie szybko.
Zastąpił je uśmiech.
Wygładzony.
Sztuczny.
Niebezpieczny.
– Ciociu, spokojnie.
Wypuściła z siebie przesadnie dramatyczne westchnienie.
– Cieszę się z Cremy.
Jej oczy przesunęły się na mnie.
– Serio. Gratulacje, kuzynko. W końcu wychodzisz za mąż.
Coś w sposobie, w jaki to powiedziała, sprawiło, że po skórze przebiegł mi nieprzyjemny dreszcz.
A potem ciągnęła dalej:
– Niestety, nie będę uczestniczyć w spotkaniu.
Przycisnęła dłoń do piersi.
– Nie uprzedziłaś mnie, więc najwyraźniej nie jestem wystarczająco rodziną, żeby mnie w to włączyć.
Jej uśmiech się poszerzył.
Taki, który wcale nie był uśmiechem.
– W każdym razie, już pójdę.
Zrobiła krok w tył.
– Do widzenia.
– Janine.
Głos mojej matki powstrzymał kilka służących przed ruchem.
Ale nie Janine.
Nawet się nie odwróciła.
Kilka chwil później drzwi frontowe trzasnęły.
Mocno.
Matka potarła skroń.
– Uparta dziewucha.
Nie odezwałam się.
Część mnie po prostu odetchnęła z ulgą, że już jej nie ma.
Przynajmniej teraz będzie mniej dramatu tego wieczoru.
A przynajmniej taką miałam nadzieję.
Pokojówki wróciły do pracy.
Kilka ostatnich poprawek.
Wstążka wyprostowana.
Zagniecenie wygładzone.
Potem matka cofnęła się i przyjrzała mi się uważnie.
Na jej twarzy pojawił się powolny uśmiech.
– Wyglądasz ślicznie.
Służba została odprawiona.
Razem ruszyłyśmy w stronę salonu.
Z każdym krokiem mój puls przyspieszał.
Spojrzałam w dół na siebie.
Sukienka była prosta.
Elegancka, ale bez przesady.
Dokładnie taka, jakiej chciałam.
Włosy miałam związane w gładki kucyk, przewiązany delikatną wstążką z motylkiem.
Chciałam, żeby książę Giovan pomyślał, że wyglądam pięknie.
Nie zdesperowanie.
Nie jakbym się szykowała nie wiadomo jak długo.
Po prostu… pięknie.
Wtedy głos mojego ojca poniósł się echem po domu.
– Już są.
Wszystkie myśli wyparowały.
Serce walnęło mi o żebra.
Są.
Słowa powtarzały się w mojej głowie bez końca.
Nagle nie umiałam porządnie złapać oddechu.
A jeśli zmienił zdanie?
A jeśli nigdy nie chciał tego małżeństwa?
A jeśli król przyjechał tu wszystko odwołać?
Pytania uderzały jedno po drugim.
Bez litości.
Okrutnie.
Dłoń matki znalazła moją.
Ścisnęła delikatnie.
– To normalne, że się denerwujesz.
Jej głos złagodniał.
– Czekałaś na to długo.
Skinnęłam głową.
A przynajmniej spróbowałam.
Bo supeł w żołądku tylko zacisnął się mocniej.
Goście powoli zapełniali salę.
Głosy mieszały się ze sobą.
Powitania.
Formalności.
Uprzejmości.
Ale ja ledwo to wszystko słyszałam.
Moje oczy szukały tylko jednej osoby.
Giovana.
Spojrzałam w stronę wejścia.
Nic.
W stronę okien.
Nic.
Obok jego ojca.
Nic.
W sali nagle zrobiło się jakby chłodniej.
Gdzie on był?
Znów przyspieszył mi puls.
A jeśli w ogóle nie przyjdzie?
A jeśli wszystko, co sobie wyobrażałam, właśnie ma się rozpaść?
Nienawidziłam tego, jak desperacko brzmiała ta myśl w mojej głowie—i jak bardzo bolało, że w ogóle się pojawiła.
Jedno zawsze podziwiałam w naszym królestwie: przywiązanie do tradycji.
Nie miało znaczenia, czy pan młody był Alfą, królem czy przyszłym władcą.
Gdy rozmawiało się o małżeństwie, mężczyzna przychodził do domu kobiety.
Nawet król Dior trzymał się tego zwyczaju.
Bez wyjątków.
Bez przywilejów.
A jednak mimo tego całego szacunku dla tradycji...
Jego syn nadal nie był tutaj.
Mijały minuty.
Każda ciągnęła się dłużej niż poprzednia.
W końcu król Dior się odezwał.
Jego niski głos wypełnił salę.
— Jeśli Giovan odmówi podporządkowania się...
Jego twarz stężała.
— Przyprowadzić go.
W sali zapadła cisza, jakby ktoś nagle zakręcił powietrze.
Ja też znieruchomiałam.
Przez chwilę tylko się gapiłam.
A potem wyrwał mi się gorzki śmiech.
Mały.
Cichy.
Nie do zatrzymania.
Nie dlatego, że coś było zabawne.
Tylko dlatego, że nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce.
On nie chciał tu być.
Przyszły król nie chciał tego małżeństwa.
Nie chciał mnie.
To uderzyło mocniej, niż się spodziewałam—jak policzek, po którym jeszcze długo piecze skóra.
Obok mnie matka szturchnęła mnie ostro w ramię.
Ostrzeżenie.
Nie teraz.
Nie przy nich.
Spuściłam wzrok.
Próbując ukryć ukłucie, które rosło mi w piersi, zamieniając się w palący ciężar.
Ale jak niby miałam się czuć?
Mój przyszły mąż nie spóźniał się przez nagły wypadek.
On się spóźniał, bo ktoś musiał go tu przymusić.
Kilka minut później z korytarza dobiegł odgłos kroków.
Cała sala odwróciła się w stronę wejścia.
I wtedy się pojawił.
Książę Giovan.
Przez lata wyobrażałam sobie tę chwilę.
Zastanawiałam się, co poczuję, gdy wreszcie zobaczę go stojącego przede mną.
Ekscytację.
Radość.
Ulgę.
Może nawet przeznaczenie.
Zamiast tego...
Serce mi opadło.
Bo pierwszą rzeczą, którą zauważyłam, nie było to, jaki jest przystojny.
Ani jak bardzo emanuje siłą.
Ani to, że każdy w sali natychmiast na niego spojrzał.
To był wyraz jego twarzy.
Irytacja.
Czysta irytacja.
Jakby go tu przywlekli za kołnierz, w miejsce, do którego nigdy nie chciał iść.
Jakby spotkanie ze mną było ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę.
I w tamtym momencie każda godzina, którą spędziłam, marząc o tym wieczorze, nagle wydała mi się naiwna.
A jednak...
Nie mogłam temu zaprzeczyć.
Książę Giovan był obezwładniająco przystojny.
Prosta ciemna koszula, którą miał na sobie, opinała szerokie ramiona i mocną sylwetkę. Nawet stojąc tam z wyraźnym rozdrażnieniem wypisanym na twarzy, w jakiś sposób przyciągał uwagę wszystkich—bez wysiłku.
Moją też.
Przez kilka zawstydzająco długich sekund złapałam się na tym, że się w niego wpatruję.
To był mężczyzna, którego latami sobie wyobrażałam.
Mężczyzna, który miał zostać moim mężem.
Mężczyzna, którego los wybrał dla mnie.
A potem rzeczywistość wróciła.
Z impetem.
Bo nieważne, jak był przystojny—wyglądał tak, jakby wolał być gdziekolwiek indziej.
Ekscytacja, którą nosiłam w sobie od rana, powoli ze mnie spływała.
Spuściłam wzrok i milczałam.
Nie było nic innego do zrobienia.
Nic poza czekaniem.
Król Dior podniósł się z miejsca.
Jego głos natychmiast przeciął salę.
— Wszystko jest przygotowane.
Wszystkie rozmowy urwały się jak nożem uciął.
— Kiedy dziś w nocy wzejdzie Krwawy Księżyc, ślub się odbędzie.
Sala znów zamarła.
Ja również.
Ojcu rozszerzyły się oczy.
Palce matki zacisnęły się na poręczy fotela.
Tego nikt się nie spodziewał.
Myśleliśmy, że dziś będzie rozmowa.
Oficjalne spotkanie.
A nie ostateczna decyzja.
— Wybaczy Wasza Królewska Mość.
Ojciec ostrożnie wstał.
Choć mówił z szacunkiem, zaskoczenia nie dało się ukryć w jego głosie.
Spojrzał w stronę matki.
— To dość nagłe.
Zawahał się ułamek sekundy.
— Sadziliśmy, że dzisiejszy wieczór posłuży omówieniu ustaleń.
Wyraz twarzy króla Diora ani drgnął.
— Powiem wprost.
Atmosfera natychmiast zgęstniała, jak przed burzą.
— Mojego syna rozprasza pewna kobieta.
Zadrgał mu mięsień na szczęce.
— Kobieta, o której nic nie wiem.
Jego głos stwardniał.
— Ktoś bez znaczenia w naszym królestwie.
Wzrok króla przesunął się po sali.
— Nie pozwolę, żeby przyszłość mojego syna została zniszczona przez chwilową obsesję.
Żołądek mi się zapadł.
Kobieta?
Spojrzałam na księcia Giovana.
Jego twarz natychmiast pociemniała.
Reakcji nie dało się przeoczyć.
Kim ona była?
Ktoś, kogo kochał?
Ktoś, kogo chciał zamiast mnie?
Pytania zalały mi głowę tak szybko, że nie dało się ich już od siebie oddzielić.
Spojrzałam raz na ojca, raz na syna.
Jeden — uparty jak osioł.
Drugi — wściekły do białości.
I nagle to małżeństwo przestało przypominać bajkę.
Zaczęło pachnieć bitwą.
— Nie masz nic do powiedzenia?
Głos króla Diora stwardniał, zrobił się lodowaty.
Pytanie było skierowane do Giovana.
Pokój czekał.
Ja też.
Powoli książę Giovan odwrócił głowę.
Jego spojrzenie padło na mnie.
Po raz pierwszy.
Serce mi się potknęło, jakby na moment zapomniało, jak się bije.
Jego oczy przesunęły się po mnie uważnie.
Bez pośpiechu.
Bez lekceważenia.
A jednak sprawiło to, że poczułam się naga.
Jakby mnie mierzył.
Oceniał.
Jakby coś rozstrzygał.
Potem odwrócił wzrok.
Bez ani jednego słowa.
Ból, który po tym przyszedł, zaskoczył mnie.
Bo cisza potrafi ranić o wiele bardziej niż odrzucenie.
A jego cisza mówiła wszystko.
W ciągu kilku minut wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.
Bez dyskusji.
Bez targowania się.
Bez sprzeciwu.
Ślub miał się odbyć dzisiaj w nocy.
Suknia już została dostarczona.
Goście już zostali powiadomieni.
Decyzja już zapadła.
Kiedy król Dior i jego świta wyszli, wciąż czułam odrętwienie.
Książę Giovan wyszedł razem z nimi.
Nie odezwał się do mnie.
Nie obejrzał się.
Nie dał mi ani jednego powodu, by wierzyć, że chce tego małżeństwa.
A jednak…
Były prawdy, których nie widziałam.
Prawdy ukryte za każdym chłodnym spojrzeniem.
Prawdy, których nikt mi nie powiedział.
Bo książę Giovan już wcześniej mnie pokochał.
Długo przed tym spotkaniem.
Długo przed dzisiejszą nocą.
Długo zanim któreś z nas stanęło w tym samym pokoju.
Zobaczył mnie.
Obserwował.
Zapamiętał.
A obojętność, którą nosił na sobie tak lekko, była tylko maską.
Niebezpieczną.
Bo im bardziej mnie pragnął…
Tym zacieklej walczył, żeby to ukryć.
Kilka godzin później…
Posiadłość aż huczała od podekscytowania.
Goście wypełniali każdy kąt.
Muzyka niosła się po korytarzach.
Krwawy Księżyc miał zaraz wzejść.
Wszyscy czekali na pannę młodą.
Wszyscy oprócz samej panny młodej.
— Janine, przestań!
Głos mi zadrżał.
Przebieralnia była za mała.
Za gorąca.
Za chaotyczna.
Janine kompletnie straciła panowanie nad sobą.
Jej dłonie wczepiły się w moją suknię ślubną.
Szarpnięcie.
Kolejne.
Darcie.
Niszczenie.
Odgłos rozrywającej się tkaniny odbijał się echem od ścian.
— Proszę!
Złapałam ją za nadgarstki.
— Co ty wyprawiasz?
Miała czerwone oczy.
Dziki wzrok.
I coś ciemniejszego niż gniew.
— Nie mogę tego zaakceptować!
Krzyk wyrwał jej się z piersi.
Lata zazdrości.
Lata żalu.
Lata obsesji.
Wszystko runęło naraz.
— Ja pierwsza poznałam Giovana!
Szarpnęła suknię znowu.
— Najpierw był mój!
Materiał puścił jeszcze bardziej.
Serce prawie mi stanęło.
— Janine, posłuchaj siebie!
— Nie!
Łzy spływały jej po policzkach.
— Nie!
Głos jej pękł.
— Kochałam go!
Zakotłowało mi się w głowie.
Bo to już nie było o ślubie.
To nawet nie było o mnie.
To było o kobiecie, która wmówiła sobie, że miłość daje prawo do czyjejś przyszłości.
— Wiedziałaś, że to mój narzeczony z układu.
Głos mi drżał.
— Wiedziałaś od samego początku.
Przez krótką sekundę przemknęło jej po twarzy poczucie winy.
I zaraz zniknęło.
Zastąpiła je wściekłość.
Czysta wściekłość.
— Powinnaś była odmówić!
Rzuciła się do przodu.
— Powinnaś była ustąpić!
Kolejne rozdarcie przecięło suknię.
Moją suknię ślubną.
Tę, o której marzyłam, że ją założę.
Tę, na którą czekali na dole.
Tę, którą wszyscy mieli zobaczyć.
Zniknęła.
Rozrywana kawałek po kawałku.
— Dosyć!
Odepchnęłam ją.
Oddychałam ciężko.
W pokoju zapadła cisza.
Janine patrzyła na mnie.
Ja patrzyłam na nią.
Żadna z nas się nie ruszała.
A potem…
Ktoś zapukał do drzwi.
Trzy ostre uderzenia.
Wszyscy znieruchomieli.
Krew mi zastygła.
— Lady Crema?
Z korytarza dobiegł nerwowy głos służącego.
— Ceremonia zaczyna się za dwadzieścia minut.
Dwadzieścia minut.
Powoli spuściłam wzrok.
Na zrujnowaną suknię wiszącą na moim ciele.
Na porwany materiał leżący u moich stóp.
Na szkody, których nie dało się ukryć.
Nie dało się naprawić.
Nie dało się wytłumaczyć.
Puls dudnił mi w uszach.
Bo na dole…
Setki gości czekały.
Krwawy Księżyc wschodził.
Przyszły król czekał przy ołtarzu.
A ja nie miałam już nic do ubrania.
Wtedy służący odezwał się znowu.
Tym razem brzmiał, jakby był przerażony.
— Lady Crema…
Zapadła długa pauza.
A potem słowa, od których serce mi stanęło.
— Książę Giovan idzie na górę.
Ostatnie Rozdziały
#126 Przez całą wieczność
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#125 Dziękujemy za powrót
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#124 Obudziła się głodna
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#123 Miłość jest silniejsza niż jakakolwiek klątwa
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#122 Bicie serca
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#121 Wszystko było fałszywe
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#120 Krew czuje się żywa
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#119 Ostatnia spokojna noc
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#118 Jego doskonałe kłamstwo
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026#117 Potwór, którego kochałem
Ostatnia Aktualizacja: 6/29/2026
Może Ci się spodobać 😍
Ręce Losu
Wiesz, co mówią o planowaniu?
"Planujesz, a Bóg się śmieje."
Królowa Hybryda Alpha
Ostatnią rzeczą, którą chce zrobić Kaeleigh, zbuntowana wilkołaczyca, gdy odkrywa, że jest przeznaczoną partnerką Chase'a, przyszłego Alfy z watahy Ciemnego Księżyca, jest podporządkowanie się strukturze i hierarchii watahy. Zwłaszcza, że jej tajemnicą jest to, że nie potrafi się przemieniać. Ale nieznany, niebezpieczny wróg i tragiczna śmierć stawiają jej życie i życie tych wokół niej w niebezpieczeństwie, a Kaeleigh znajduje się w centrum konfliktu między dwoma Alfami.
Wszystko staje pod znakiem zapytania, gdy tajemnice wychodzą na jaw, klątwy i przepowiednie zostają ujawnione, a serca łamane, gdy Kaeleigh musi wybrać między przeklętą miłością swojego przeznaczonego partnera Alfa a obietnicą daną Alfie z rywalizującej watahy.
Wszystko to i więcej, w tej pierwszej części dwuczęściowej opowieści o przeznaczonej miłości paranormalnej, stanowi elementy układanki wiekowej przepowiedni, która przepowiada powstanie potężnej królowej, przeznaczonej na liderkę nowego hybrydowego gatunku nadprzyrodzonego.
Pieśń serca
Wyglądałam silnie, a mój wilk był absolutnie przepiękny.
Spojrzałam w stronę, gdzie siedziała moja siostra, a ona i reszta jej paczki mieli na twarzach wyraz zazdrosnej furii. Następnie spojrzałam w górę, gdzie byli moi rodzice, którzy patrzyli na moje zdjęcie z takim gniewem, że gdyby spojrzenia mogły podpalać, wszystko by się spaliło.
Uśmiechnęłam się do nich złośliwie, a potem odwróciłam się, by stanąć twarzą w twarz z moim przeciwnikiem, wszystko inne przestało istnieć poza tym, co było tutaj na tej platformie. Zdjęłam spódnicę i kardigan. Stojąc tylko w topie i rybaczkach, przyjęłam pozycję bojową i czekałam na sygnał do rozpoczęcia -- Do walki, do udowodnienia, i do tego, by już się nie ukrywać.
To będzie zabawa. Pomyślałam, z uśmiechem na twarzy.
Ta książka „Heartsong” zawiera dwie książki „Wilczy Śpiew Serca” i „Czarodziejski Śpiew Serca”
Tylko dla dorosłych: Zawiera dojrzały język, seks, przemoc i nadużycia
Pani już nie, w końcu CEO
A mój mąż, Artur Kowalski, spędzał dni, opiekując się inną kobietą, podczas gdy moje dzieci życzyły sobie, żebym na zawsze zniknęła z ich życia.
Gdy moje palce zmiatały kurz z medalu Nobla mojej matki, w mojej głowie krystalizowało się postanowienie: od dziś będę żyć dla siebie!
Mąż? Nie potrzebuję go. Dzieci? Też ich nie potrzebuję.
Z powrotem w laboratorium, w końcu stanęłam na podium, na które wszyscy patrzyli z podziwem.
Ale gdy wepchnęłam papiery rozwodowe w ręce Artura, on i dzieci zupełnie się załamali.
Wyrwałam się z ich kurczowego uścisku. Artur nagle zmiękł, upadając na kolana przede mną z przekrwionymi oczami, jego głos łamał się, gdy błagał: „Elaine... nie odchodź ode mnie...”
Ciągle aktualizowane...
Pięciu Braci, Jedna Panna Młoda
Kiedy Lily przekracza progi ociekającej luksusem rezydencji Sterlingów, by dopełnić ostatniej woli zmarłego ojca, na powitanie wychodzi jej pięciu przystojnych braci. Towarzyszy im chłodna i do szpiku kości wyrachowana matka, która z miejsca postanawia odprawić niechcianego gościa z kwitkiem.
Zgodnie z paktem zawartym przed laty między ich rodami, Lily musi wybrać jednego z braci na męża. Ta perspektywa budzi w mężczyznach jawną niechęć i wyrazistą pogardę.
Lily ma jednak w zanadrzu tajemnice, które bez wątpienia zwaliłyby z nóg całą familię Sterlingów. Pod maską skromnej, cichej myszki kryje się prawdziwy rekin biznesu – genialny umysł, który od absolutnego zera zbudował wielomiliardowe imperium. Jakby tego było mało, jest też cieszącą się międzynarodowym uznaniem piosenkarką, występującą pod pseudonimem Słowik. A także geniuszem technologicznym, znanym w sieci jako Anny, który potrafi pokonać każdego jego własną bronią.
Próbując odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych, domowych intryg rodu Sterlingów, Lily ku swojemu zaskoczeniu czuje, że najbardziej ciągnie ją do brata o sercu z lodu – Williama. Ten bezwzględny prezes traktuje ją jednak z ogromną, lodowatą nieufnością.
Na domiar złego, matka Williama upatrzyła już dla niego idealną partię: Fionę z rodziny Fosterów, jego przyjaciółkę z dzieciństwa i młodzieńczą miłość.
Sęk w tym, że słowo „kapitulacja” w słowniku Lily po prostu nie istnieje.
Po Romansie: W Ramionach Miliardera
W moje urodziny zabrał ją na wakacje. Na naszą rocznicę przyprowadził ją do naszego domu i kochał się z nią w naszym łóżku...
Zrozpaczona, podstępem zmusiłam go do podpisania papierów rozwodowych.
George pozostał obojętny, przekonany, że nigdy go nie opuszczę.
Jego oszustwa trwały aż do dnia, kiedy rozwód został sfinalizowany. Rzuciłam mu papiery w twarz: "George Capulet, od tej chwili wynoś się z mojego życia!"
Dopiero wtedy panika zalała jego oczy, gdy błagał mnie, żebym została.
Kiedy jego telefony zalały mój telefon później tej nocy, to nie ja odebrałam, ale mój nowy chłopak Julian.
"Nie wiesz," zaśmiał się Julian do słuchawki, "że porządny były chłopak powinien być cichy jak grób?"
George zgrzytał zębami: "Daj mi ją do telefonu!"
"Obawiam się, że to niemożliwe."
Julian delikatnie pocałował moje śpiące ciało wtulone w niego. "Jest wykończona. Właśnie zasnęła."
Alfa i Wynajęta Luna
Dziewczyna z małego miasteczka, Apple, dorastała wiedząc, że wilkołaki i inne nadprzyrodzone istoty są niebezpieczne. Gdy opuszcza swoją przemocową rodzinę, by przeprowadzić się do Crescent City, największego nadprzyrodzonego miasta na Zachodzie, miejsca, gdzie potwory mieszają się ze zwykłą ludnością, słaba ludzka istota taka jak ona jest łatwym łupem. Podczas pełnego przygód poszukiwania pracy, los sprawia, że Apple nieświadomie trafia do Sterling Incorporated, największej watahy wilkołaków na Zachodnim Wybrzeżu. Mając nadzieję na staż lub pracę na poziomie podstawowym, zostaje błędnie uznana za nową Wynajętą Lunę Alfa, tymczasową kontraktową Lunę, która ma spełniać wszystkie jego potrzeby.
Problem polega na tym, że ona nie jest jego kontraktową Luną! Ona nawet nie jest wilkołakiem!
Ale Sylvester Sterling nie przejmuje się tym. Zdecydował, że tylko Apple może wykonać tę pracę - i zrobi wszystko, aby ją przekonać.
Czy Apple ulegnie uwodzicielskim sztuczkom Alfa? Czy też dziewczyna z małego miasteczka okaże się jego największym wyzwaniem?
Swatka dla dzieci
Sześć lat później wracam jako znana projektantka, żądna zemsty. Charles, zaślepiony kłamstwami mojej przyrodniej siostry, widzi we mnie wroga. Gdy prawda w końcu wychodzi na jaw, błaga o drugą szansę – ale odtrącam go z zimnym sercem.
Nie wiedziałam, że moje troje dzieci stanie się jego tajną bronią w zdobywaniu mojego serca...
Kontratak Prawdziwej Dziedziczki
Kiedy przyszła na świat, przez pomyłkę trafiła do niewłaściwej rodziny i doszło do podmiany noworodków. Jednak po osiemnastu latach rodziny w to zamieszane odkryły tę pomyłkę. Sprawiło to, że jej nieprawdziwa rodzina zaczęła ją źle traktować, gdy jeszcze z nimi mieszkała.
Gdy jej prawdziwa rodzina ją odnalazła, natychmiast kazano jej się wynosić. Wyśmiewali ją, przekonani, że jej prawdziwa rodzina jest biedna, i drwili z niej.
Tyle że okazało się, że jej prawdziwa rodzina należy do najbogatszych w Mayfield, a jej dawna rodzina nawet nie zbliża się do ich poziomu.
Po ponownym zjednoczeniu rodziny jej prawdziwi rodzice błagali ją, by pozwoliła im zatrzymać fałszywą dziedziczkę, Kierę, jako część rodziny.
Wygląda jednak na to, że fałszywa dziedziczka nie jest zadowolona z faktu, że prawdziwa dziedziczka wróciła, i nie potrafi powstrzymać się od intryg przeciwko Elenie, jednocześnie utrzymując niewinną, potulną fasadę.
Niestety dla niej Elena również nie zamierzała pozwolić się zastraszać i była gotowa zrobić wszystko, by obnażyć jej knowania, odbierając przy tym wszystko, co słusznie należy do niej.
Syreny Mafii
Vernon zamarł, kuszące uczucie niespodziewanego pocałunku Nixxona odbierało mu mowę.
„Pocałunek...” wyszeptał, bez tchu.
„Dobrze się czuję, kiedy cię całuję, Vernon,” wyszeptał Nixxon i... pocałował go ponownie.
Nixxon uciekł ze swojego podwodnego królestwa, desperacko pragnąc zerwać wszelkie więzi z oceanem. Ale ludzki świat nie był tą wolnością, jaką sobie wyobrażał... to była inna forma klatki. Schwytany przez Vernona, bezwzględnego szefa mafii, który wziął go za szpiega lub broń, Nixxon szybko zrozumiał, że jego przetrwanie zależy od tego, jak dobrze potrafi udawać i jak szybko może się uczyć.
Na początku Vernon widział w Nixxonie jedynie zagrożenie... dziwnego mężczyznę bez przeszłości, bez dokumentów, z nienaturalnym sposobem poruszania się. Ale im więcej go przesłuchiwał, tym bardziej frustrująco nieodparty stawał się Nixxon. Był zarówno naiwny, jak i bystry, buntowniczy, ale dziwnie zafascynowany ludzkim życiem. A co najgorsze, patrzył na Vernona, jakby był kimś, kogo warto poznać.
Zmuszony do trzymania Nixxona blisko, Vernon staje się jego niechętnym przewodnikiem po ludzkim świecie... ludzką encyklopedią; odpowiadając na niewinne, lecz niebezpieczne pytania. Co to jest głód? Dlaczego ludzie kłamią? Co to znaczy kochać?
Ale kiedy Vernon w końcu odkrywa prawdę o Nixxonie... kim jest, czym jest... stoi przed wyborem: uwolnić człowieka, którego kiedyś uważał za wroga... albo zakuć go w jeszcze ściślejsze kajdany, zanim zostanie mu odebrany.
Bo coś mu mówi, że Nixxon nie uciekał tylko przed oceanem. Coś gorszego nadchodzi po niego.
A Vernon nie wie, czy chce uratować Nixxona... czy zatrzymać go na zawsze.
CEO Nad Moim Biurkiem
„Wiem, że tak.”
„A co, jeśli nie chce takiej ochrony?”
„Będzie chciała” — odpowiadam, a mój głos nieznacznie cichnie. „Bo potrzebuje faceta, który potrafi dać jej cały świat.”
„A jeśli świat stanie w ogniu?”
Moja dłoń odruchowo zaciska się mocniej na talii Violet.
„To zbuduję jej nowy” — mówię. „Nawet jeśli będę musiał sam spalić ten stary do gołej ziemi.”
Nie pracuję dla Rowana Ashcrofta.
Pracuję pod nim.
Z mojego biurka decyduję, kto dostaje przepustkę do najbardziej bezwzględnego prezesa w mieście, a kto nawet nie przechodzi przez recepcję i odbija się od ochrony jak od ściany. Ogarniając wszystko, trzymam w ryzach jego kalendarz, jego milczenie i jego wrogów. Pilnuję, żeby jego świat chodził jak w zegarku, podczas gdy mój po cichu się sypie: zaległe rachunki piętrzą się na kuchennym blacie, matka jest zamknięta na odwyku, a brat zniknął bez słowa, nawet bez głupiego „trzymaj się”.
Rowan Ashcroft to władza opakowana w idealnie skrojony garnitur.
Zimny. Nietykalny. Bez litości.
On nie flirtuje. On się nie uśmiecha. On nie widzi ludzi — tylko ich przydatność.
I przez długi czas ja też byłam po prostu przydatna.
Aż zaczął się przyglądać.
Na początku ta zmiana w jego uwadze jest ledwie zauważalna. Pauza o sekundę za długa. Spojrzenie, które zostaje. Polecenia, które zamiast odsuwać mnie na bok, ściągają coraz bliżej. Mężczyzna stojący nad moim biurkiem zaczyna kontrolować coś więcej niż mój grafik — i dociera do mnie za późno, że bycie zauważoną przez Rowana Ashcrofta jest o wiele bardziej niebezpieczne niż bycie ignorowaną.
Bo tacy faceci nie łakną czułości.
Oni łakną posiadania.
To miała być praca.
Nie sprawdzian moich granic.
Nie powolne, metodyczne osuwanie się w jego władzę.
Ale jeśli Rowan Ashcroft uzna, że moje miejsce jest pod jego biurkiem, to trudno.
Przetrwanie ma swoją cenę, a rachunki mają to gdzieś, jak je opłacę.
Ostatnia Szansa Chorej Luny
Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy dowiedziałam się, że moja wilczyca zapadła w stan uśpienia. Lekarz ostrzegł mnie, że jeśli nie oznaczę lub nie odrzucę Alexandra w ciągu roku, umrę. Jednak ani mój mąż, ani mój ojciec nie przejmowali się na tyle, aby mi pomóc.
W mojej rozpaczy podjęłam decyzję, aby przestać być uległą dziewczyną, jakiej ode mnie oczekiwali.
Wkrótce wszyscy nazywali mnie szaloną, ale właśnie tego chciałam — odrzucenia i rozwodu.
Nie spodziewałam się jednak, że mój kiedyś arogancki mąż pewnego dnia będzie błagał mnie, żebym nie odchodziła...












